Zapuszczanie się na wiosnę

bazie 15 marca4

Marzec to ten dziwny miesiąc  roku, kiedy z jednej strony czuję się jak przemarznięte, zmęczone zimą i brakiem światła zombi, a z drugiej – narasta we mnie ta szczególna ekscytacja, bo niekiedy znienacka wpadnie mi w nozdrza odrobina wiosny, poczuję na twarzy cieplejsze powietrze albo zaświeci mi w oczy słońce, które nie jest już tym typowo zimowym, krótkodniowym słońcem takiego dajmy na to grudnia czy stycznia. Czuję wtedy, jak wraca do mnie życiowa energia, przyszłość zaczyna malować się w zdecydowanie jaśniejszych barwach, a kolejka w sklepie czy seria czerwonych świateł nie budzi już we mnie morderczych instynktów.

puszcza marzec łutowniA

Nawet jeżeli temperatury nie są jeszcze ku temu odpowiednie, ludzie wokół – zwłaszcza tzw. młodzież (do której jeszcze niedawno należałam, a która teraz pod blokiem mówi mi najczęściej dzień dobry – należę najwyraźniej do kulturalnej wspólnoty mieszkaniowej) pozbywa się w euforii wierzchnich warstw odzieży, a damska część tej grupy zaczyna nałogowo nosić przykrótkie spódnice, głębokie dekolty i zasłaniające całą twarz okulary przeciwsłoneczne. Z kolei nieco starsza część ludzkości (do której się zaliczam i ja) dziarsko przystępuje do akcji pt. „Zgub brzuszek na wiosnę” i zaczyna uprawiać różnego rodzaju sporty (kiedy i ja zapragnęłam posmakować cross fitu, okazało się, że nie ma już miejsc – ludzie poszaleli!), robić brzuszki, testować treningi Ew Chodakowskich, biegać po ulicach (najbardziej zawsze zdumiewają mnie ci, którzy biegną chodnikiem ramię w ramię ze sznurem samochodów, wdychając mieszankę z rur wydechowych) i oczywiście – przechodzić na diety. Wszak na wiosnę trzeba o siebie zadbać.

puszcza marzec16
Puszcza Białowieska w okresie marca to nie do końca ląd stały. Bez odpowiedniego obuwia (tzn. nieprzemakalnych traperów lub zwyczajnych kaloszy) możecie zapomnieć o penetrowaniu głębszych puszczańskich ostępów lub po prostu – o suchych stopach. Całość przypomina baśniową krainę pełną bagien i mokradeł. Warto się poddać jej urokowi zanim zakwitnie tysiącem białych zawilców.

Starając się utrzymać zdrowy życiowy balans, ja oprócz nieśmiałych przysiadów, pajacyków i sporadycznych wizyt w pobliskiej siłowni, staram się zapuszczać. Los umiejscowił mnie na Podlasiu, polskiej stolicy lasów (których na szczęście nadal jest tu całkiem sporo, pomimo usilnych starań miłościwie nam panujących władz), więc pod bokiem mam dwie Puszcze – Knyszyńską i Białowieską. Marzec to jeden z moich ulubionych momentów w przyrodzie, bo wtedy tak wiele się zmienia, a każda z tych zmian – w moim rozumieniu tego słowa – jest zmianą na lepsze. Zapowiada bowiem długi okres wszechobecnie pulsującego życia, zieloności, kwitnienia kwiatów, krzewów i drzew, długich dni i częstszych wizyt słońca (nie ma co się oszukiwać – nizina środkowoeuropejska nie jest słoneczną Kalifornią, ale miewamy tygodnia pełne słońca…).

IMG_7621

W świecie przyrody najbardziej fascynują mnie zwierzęta. Niektórzy pasjonują się florą, potrafią określić każdy pojedynczy gatunek roślin, znają cały skład runa leśnego w poszczególnych lasach – ja raczej nie, bo potrafię nazwać kilka gatunków roślin na krzyż. Ograniczam się do uprzejmego podziwu (och! Jaka piękna przylaszczka! Ach! Jaki dorodny dąb! Wow! Jaki niezwykły kolor… krzaka!). Dlatego większość swoich puszczańskich wypraw koncentruję na tym, aby napotkać jakieś dzikie zwierzę i móc przyjrzeć mu się z bliska (głównie za pomocą lornetki lub obiektywu aparatu). Niestety niektóre z gatunków spotkać jest bardzo trudno i wymaga to albo dużo szczęścia albo cierpliwości albo bezcennej wiedzy o zwyczajach konkretnych osobników, a niekiedy – kombinacji tego wszystkiego. Innymi słowy – wymaga bycia w odpowiednim miejscu o odpowiedniej porze.

Wiosna sprzyja spotkaniom z mieszkańcami lasów, ponieważ drzewa nie są jeszcze pokryte liśćmi i łatwiej jest dzięki temu wypatrzeć dziką zwierzynę. Niektóre zwierzęta są jednak tak bardzo czuje i tak bardzo zlewają się z kolorami puszczy, że bez pokaźnego zapasu cierpliwości i supermocy bycia niewidzialnym i niesłyszalnym, nie ma co liczyć na szczęście. Ale kiedy już uda mi się uzbroić się w cierpliwość i być naprawdę cichutko, od czasu do czasu zostaję nagrodzona przepięknym widokiem stada jeleni, które w spokoju i skupieniu spożywają kolację (bo jelenie w naszych lasach spotyka się przecież dość często, ale głównie w pełnym paniki galopie) lub pary lisów, które bawią się ze sobą na polanie.

żubry6 do oferty

Nieco łatwiej jest z żubrami, które nie należą do najbardziej płochliwych zwierząt i kiedy już uda się je spotkać i powstrzymać przed wykrzyknięciem głośnego „Hurra!”, spotkanie to zazwyczaj trwa parę ładnych minut i wcale nie jest powiedziane, że to żubr odejdzie jako pierwszy. Najczęściej spotyka się z resztą nie jednego, a parę żubrów. Wspaniały widok.

żubry z kaliną 12

Wychodząc z puszczy, patrzę w niebo i na korony pobliskich drzew, gdzie gniazda wiją ptaki. Spośród ptaków drapieżnych najczęściej spotykam myszołowy. Nie ma się co dziwić – w końcu to najliczniej występujące drapieżniki. Taki latający nad lasem myszołów, który głośno zaznacza swoją obecność w przestworzach, to dla mnie jedna z licznych  oznak tego, że oto przyszła wiosna. Lub chociaż… przedwiośnie. Poza tym absolutnie uwielbiam widoki lecących stad dzikich gęsi i żurawi. No i oczywiście bocianów. Te ostatnie chętnie wiją gniazda tuż przy ludzkich siedliskach i wzdłuż dróg, lubią spacerować po naszych podwórkach, towarzyszyć rolnikom podczas sianokosów i tak bardzo wpisały się w podlaski krajobraz, że wiosna i lato bez bocianów to jak szarlotka bez jabłek.

Żurawie to bardzo niewdzięczni modele. Oczywiście staram się to szanować fakt, że nie wszyscy lubią pozować do zdjęć lub po prostu - być fotografowani, ale od czasu do czasu postanawiam zapuszczać się w miejsca ich śniadań, obiadów czy kolacji i wyczekiwać. Ta parka postanowiła odlecieć w momencie, kiedy kichnęłam. Bociany na szczęście postanowiły zostać. Pomimo mojego kataru.
Żurawie to bardzo niewdzięczni modele. Oczywiście staram się to szanować fakt, że nie wszyscy lubią pozować do zdjęć lub po prostu – być fotografowani, ale od czasu do czasu postanawiam zapuszczać się w miejsca ich śniadań, obiadów czy kolacji i wyczekiwać. Ta parka postanowiła odlecieć w momencie, kiedy kichnęłam. Bociany na szczęście postanowiły zostać. Pomimo mojego kataru.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *