Euro 2016, czyli wrzenie świata

Nigdy nie mogłam pochwalić się zbytnią znajomością świata piłki nożnej. Nie wiedziałam, kto gdzie gra, znałam paru zawodników na krzyż (bo poza kopaniem piłki występowali w również w reklamach), a pojęcia takie jak liga mistrzów, extraklasa czy premier league zawsze stanowiły dla mnie pewnego rodzaju zagadkę i nie do końca potrafiłam dopasować nazwy rozgrywek do krajów. Definicję spalonego przyswajałam długo i do tej pory, oglądając mecz, mam problem z rozszyfrowaniem, czy ów miał miejsce, czy nie (podobnie chyba jak spora część sędziów). Wiedzę czerpałam m.in. z rozmów chłopaków, z którymi zdarzało mi czasem oglądać mecze, a ich piłkarski świergot zawsze mnie nieco fascynował. Szczególnie wówczas, kiedy każdy się bardzo emocjonował no i rzecz jasna – wiedział najlepiej.

Do tej pory fenomen piłki nożnej jest dla mnie trudny do ogarnięcia. Miliony ludzi na całym świecie pasjonują się oglądaniem tego, jak dwudziestu dwóch panów – w skrócie!  – biega za piłką po boisku. Fakt, że ci panowie wchodzą często w rolę półbogów, których twarze widnieją – niczym boskie oblicza – na ścianach wielkich miejskich budynków, okładkach magazynów i ekranikach w metrze, jest równie abstrakcyjny. Piłkarze to jedni z najlepiej zarabiających ludzi na świecie, bożyszcza tłumów, symbole seksu, bohaterowie najbardziej kosztownych spektakli… Spora część widzów podejmuje wyzwanie współdzielenia pasji ze swoimi idolami i również biega za piłką po boisku. W części przypadków pasja ta staje się sensem ich życia, daje nadzieję i radość, których próżno szukać gdziekolwiek indziej. Miliony dzieci zna przecież historię Leo Messiego, który ze zwykłego chłopca, z niezbyt zamożnej argentyńskiej rodziny, stał się milionerem, bohaterem narodowym i jednym z najlepiej rozpoznawalnych ludzi na świecie. Dlaczego więc inne utalentowane dzieciaki nie miałyby sięgnąć po swoje marzenia i stać się legendą…?

Piłka nożna buduje wspólnotę, scala narody i urasta do rangi sportowej religii. A jednocześnie powoduje, że kibice rywalizujących ze sobą klubów gotowi są poderżnąć sobie gardła lub co najmniej zdrowo przywalić wzajemnie kijem lub sztachetą. Nie wspomnę o podpalaniu stadionów i wyrywaniu z nich krzeseł. Chociaż to ostatnie już chyba nie ma zupełnie nic wspólnego ze sportem. Ale oto nadszedł czas, który bardziej scala niż dzieli – Euro 2016. Będą grali NASI. Zatem w Polsce wszyscy stajemy się Polakami, a nie kibicami Legii, Lecha, Pogoni czy Arki. Zamiast różnych dziwnych kolorów malujemy na twarzach biel i czerwień i chodzimy w nich dumni po ulicach, rzucając sobie wzajemnie pełne nadziei i nagłej przyjaźni spojrzenia. Bądź też zostajemy w domach i całymi rodzinami siedzimy przed telewizorami, kibicując swoim ludzikom w pudle. I to jak! Kibicujemy przecież bez żadnego dystansu, a niekiedy nawet bez świadomości, że to przecież nie jest coś, od czego zależy całe nasze życie. Zapominamy o problemach, waśniach, kredytach, polityce, jedynkach z matematyki córki czy synka, o tym, że jutro na rano do pracy, a za tydzień kolejna wizyta u dentysty. Oddajemy całych siebie, pływamy w swoich emocjach jak we wrzącej wodzie. Wymyślamy najbardziej wyrafinowane wyzwiska dla reprezentacji przeciwnej drużyny, przypominając sobie przy tym naprędce wszelkie sytuacje konfliktowe, jakie miały miejsce w historii. (Och! Jakże łatwo będzie nam to przychodzić podczas tegorocznych mistrzostw!) Jesteśmy jednością, jedną wielką kibicowską rodziną! Współdzielimy radość oczekiwania, kolejki do zakładów bukmacherskich, nadzieję wygranej, obietnicę dumy narodowej i  satysfakcji oraz cichy sceptycyzm, któremu nieliczni dają ujście w rozmowach przed samym Wielkim Dniem.

Przyznaję, że i ja pozwolę sobie w najbliższym czasie na rzucenie się w wir namiętności futbolu. Może nie taki potężny jak inni, ale spodziewam się największych emocji i oczywiście bardzo liczę na co najmniej srebrny puchar. Pierwszy mecz Naszych z Irlandią Północną już w niedzielę, więc pora na pilne studiowanie składu polskiej reprezentacji i zdrowaśki, żeby w trakcie meczu najwięcej roboty mieli nasi napastnicy.

50 off
Widząc obietnice 50% zniżki po dojściu Polaków do Finału Euro, tym mocniej zaciskam kciuki! I szykuję listę zakupów 😉

-Kto wygra mecz?!!?

-P O L S  K A ! ! !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *