Pamięć wybaczania

Życie sapiens jest krótkie. Trwa ok. 70 lat. Niektórzy (nie)szczęśliwcy dobijają setki i wtedy robi się o nich materiał w wieczornych wiadomościach. Niektórym choroba nie daje nawet przekroczyć pełnoletności. Jeszcze inni giną tragicznie. Historia ludzkości – nie taka znów długa, jeżeli pomyślimy o tym, ile czasu/bezczasu istnieje wszechświat – składa się zatem z kwadryliona istnień ludzkich (liczba wydaje mi się mocno przybliżona). A każde z tych istnień zostawia po sobie setki, tysiące historii  – tych codziennych lub tych z gatunku całkiem niesamowitych.

Te wszystkie oczywiste stwierdzania przekonują mnie, jak niezbędnym narzędziem jest sztuka, która spośród wszystkich przeróżnych rodzajów zapisu, wydaje się być najbardziej fascynującym i atrakcyjnym nośnikiem pamięci. O ile książki z gatunku literatury pięknej i filmy fabularne zawsze niosą w sobie ziarno prawdy i pobudzają naszą wyobraźnię, to reportaże i dokumenty potrafią poruszyć nas równie silnie, uświadamiając wprost – tak było! To miało miejsce, chociaż Tobie tu i teraz wydaje się to nieprawdopodobne. Jeśli trafią się nam niezłe dzieła, czujemy w nich klimat danej epoki, odległych krajów lub atmosferę domu naszych sąsiadów, nastroje społeczne, historie pojedynczych ludzi. Słuchamy ich skarg, przechwalań lub obaw, oglądamy dawną architekturę, wdychamy aromat starych chat i mebli. Konfrontujemy własne przeżycia z doświadczeniem tych, co już przeżyli.

sieroza kino Forum29

Niedawno obejrzałam film o człowieku, którego znam od dawna. To się zdarza bardzo rzadko, bo rzadko kręcą filmy o twoich znajomych. Nie jesteśmy co prawda na ty, bo dzieli nas zbyt duża różnica wieku (chociaż w porównaniu do wieku wszechświata jest on niczym), ale z niejednego chleba jedliśmy razem piec… Czyli że znamy się całkiem dobrze i darzymy, mam nadzieję, wzajemną sympatią.

Ja, Pan Sergiusz i stado znajomych w Puszczy Białowieskiej
Ja, Pan Sergiusz i stado znajomych w Puszczy Białowieskiej

Film „Siaroża” – w reżyserii Jerzego Kaliny – opowiada o losach Sergiusza Niczyporuka. Pracujemy razem w Puszczy Białowieskiej, gdzie pan Sergiusz pomaga synowi w prowadzeniu pensjonatu i karczmy.  I chociaż filmowa biografia porusza bardzo wiele wątków z jego życia– od wczesnej młodości,  po wstąpienie do partii komunistycznej i do seminarium duchownego (sic!), bunt przeciwko systemowi PRL-u, perypetie związane z robieniem kiełbasy w garażu w czasach „Solidarności”, aż po karierę w sektorze budownictwa drewnianego – jego głównym tematem jest historia wsi Zaleszany. Wsi rodzinnej Sergiusza, którego bliscy zginęli w czasie pacyfikacji przeprowadzanej przez kapitana Romualda Rajsa „Burego” w 1946 roku.

I od czego by tu teraz zacząć… Chciałam napisać „Burego znają wszyscy”. Guzik prawda, bo nie wszyscy. Bohater, żołnierz wyklęty, morderca. Żołnierz AK. Po wojnie ścigany przez UB, stracony, a następnie – zrehabilitowany i uznany za bohatera, by ostatecznie zostać uznanym za winnego dokonania zbrodni ludobójstwa. Z jego rąk i przez jego rozkazy zginęło kilkadziesiąt niewinnych ludzi. Nieprzypadkowych, bo wszyscy byli prawosławni. „Bury” rozprawiał się z mniejszością białoruską pod pretekstem działania „w sytuacji stanu wyższej konieczności, zmuszającego do podejmowania działań nie zawsze jednoznacznych etycznie”. Dlaczego?  Bo prawosławni związani byli ze Związkiem Radzieckim i działali na jego rozkazy. Dlatego trzeba było spalić prawosławne wioski, a wraz z nimi mężczyzn, kobiety i dzieci, aby to ziarno nie rozprzestrzeniało się dalej… Jak było naprawdę? „Siaroża” podąża tropami IPN-u, ale także relacji ludzi, którzy przeżyli masakrę. Przytacza również rozmowę z historykiem, który podaje, że chociaż Białorusini stanowili 70% w strukturach partyjnych w powiecie białostockim, to w ogólnej liczbie białoruskich mieszkańców jedynie 0,3% miało do czynienia z partią.  Oddział „Burego” pacyfikował przypadkowych mieszkańców, zwyczajnych ludzi, którzy równie dobrze mogli nie mieć nic wspólnego z jakąkolwiek działalnością prokomunistyczną. Większość niedoszłych ofiar była wtedy małymi dziećmi, którym cudem udało się uciec od spalenia żywcem. Na niektórych nadal paliły się ubrania, kiedy ratowali ich ludzie z sąsiednich wsi. Kim byli owi wybawiciele? LUDŹMI. Prawosławnymi, katolikami. Byli to wszyscy ci, którym ludzki odruch kazał pomóc sierotom i bezdomnym. Ludzie byli również pośród żołnierzy podległych „Buremu”. Bo kiedy ten kazał zamknąć około dwustu ludzi w drewnianej chacie, podpalić ją, a następnie pilnować z gotowym do wystrzału karabinem, aby nikt z niej nie spróbował się ratować, wartownik kazał uwięzionym uciekać, a kule – zamiast zabijać uciekinierów – leciały w powietrze.

I o tym właśnie jest film Kaliny. O tym była dyskusja, która nastąpiła po filmie. Po pierwsze – o historii, której nie można zapomnieć. Którą trzeba przypominać po to, aby nie powtórzyła się po raz wtóry. Po drugie – o prawdzie o tym, że w każdej krzywdzie biorą udział ludzie i bandyci. Nie dzielimy się wg narodowości, religii, koloru skóry czy sympatii politycznych. Sęk w tym, że rozmawiać na te tematy jest bardzo trudno. Bo przecież każdy ma swoje racje, swoje blizny, swoją żałobę po tych, którzy zostali im odebrani. Na ból nie ma argumentów. Na nienawiść… och! To straszna choroba – bo nie dość, że bywa śmiertelna, to jeszcze niekiedy zaraźliwa. Dlatego właśnie tak wielkie wrażenie wywiera historia Sergiusza, który przeżył piekło, a potrafił wybaczyć i głośno o tym przebaczeniu mówić. My jesteśmy tylko widzami w dalszych rzędach, a to on brał udział w dramacie. Reżyser dziękował mu za to, że zgodził się zostać bohaterem jego filmu. Nie każdy przecież byłby skłonny opowiedzieć o swojej rodzinnej tragedii, pozwolić kamerze na wejście w swoją prywatną przestrzeń i skłonić do powrotu w najbardziej bolesne wspomnienia. W odpowiedzi na to Niczyporuk opowiedział historię, jak przed paroma laty zgłosiła się do niego inna reżyserka, którą również interesował temat zbrodni „Burego”. Kiedy Sergiusz spytał, dlaczego chce nakręcić taki film, ona odpowiedziała – „Bo teraz właśnie możemy im dokopać!”. Ale komu? – spytał. „No jak to komu? Polakom!” Powiedział jej, że nie z nim takie numery. Że on nie chce się bawić w zemsty, w rozrachunki i w przepychanki. Bo to niczemu nie służy, przyczynia się tylko do jeszcze większych podziałów i kłótni. Trzeba ustalić fakty, oddać hołd pomordowanym oraz ich rodzinom. Nie warto jednak trwać w nienawiści. Chciał wziąć udział w filmie, który nie będzie podkreślał podziałów, a wręcz przeciwnie – będzie dążył do pojednania.

sieroza kino Forum18
reżyser filmu, Jerzy Kalina

„A czy ktokolwiek pomyślał o dramacie, jaki przeżywa syn Rajsa?” – spytał widownię w pewnym momencie dyskusji Sergiusz Niczyporuk. – „Przecież ten człowiek, który ostatni raz widział swojego ojca w wieku lat pięciu, przez większość czasu żył w przekonaniu, że jest synem żołnierza-bohatera, wyzwoliciela ojczyzny. Domagał się rehabilitacji ojca i w ekspresowym tempie ją uzyskał. Wraz z nią – pieniężne odszkodowanie. Ale kolejne – już o wiele dłuższe i bardziej wnikliwe śledztwo – ustaliło jednak, że „Bury” był zbrodniarzem. Dwukrotnie rozmawiałem telefonicznie z panem Romualdem (nosi takie samo imię, co jego ojciec), proponowałem spotkanie, rozmowę w cztery oczy. Nie chciał się ze mną zobaczyć. Ludzie mówią, że teraz już tylko chodzi do kościoła i się modli. No bo co ma robić…?”

W internecie aż roi się od głupich, bezmyślnych komentarzy. Na temat historii samego „Burego”, na temat jego syna. Jad jest niesamowity, a jego pokłady – niewyczerpane. Z jadem młodszy Rajs spotykał się przez całe swojego życie. Dostawał pogróżki, był wyzywany, niszczono jego mienie. Za co? I czy ludziom przynosiło to ulgę? A jeśli tak, to dlaczego?

Zanim zamieszkał w puszczańskiej wiosce, Sergiusz Niczyporuk przebył bardzo długą drogę. Wstąpił do seminarium duchownego, aby lepiej poznać swoja wiarę i móc lepiej odpowiadać na trudne pytania, które zadają mu jego dzieci. Ponieważ nie miał czasu na studiowanie dzienne, seminarium ukończył eksternistyczne. Dał się przez moment uwieść władzy ludowej i jako zadeklarowany komunista wstąpił do partii. Po jakimś czasie jednak przekonał się, że piękne komunistyczne założenia nijak mają się do rzeczywistości. A kiedy zaczął głośno mówić o tym, co mu się nie podoba, w zamian za tzw. zamknięcie gęby, zaproponowano mu samochód. Oddał więc legitymację. Po pewnym czasie przyszła kolej „Solidarności” i szukanie niezależności od komunistycznej władzy – przejawem tego było m.in. przerobienie garażu na masarnię i wyrób swojskiej związkowej kiełbasy. W końcu założył własny biznes – zaczął budować drewniane domy – głównie w Polsce i w Hiszpanii. Teraz – chociaż nadal zdarza mu się przybić niejedną drewnianą deskę – zajmuje się głównie Siołem Budy. Mówi, że w środku Puszczy znalazł swój mały raj na ziemi. I że być może to jest jedyny raj, którego będzie mu dane doświadczyć, bo nie wie, czy zasłuży na ten pośmiertny.

sergiusz w puszczy2 amel

Nic dziwnego, że Jerzy Kalina wybrał go na bohatera swojego filmu. Biografia niezwykle intrygująca – jest o czym opowiadać. Poza tym Sergiusz Niczyporuk ma dar snucia opowieści i przyjemnie się go słucha. A w dodatku ja wiem, że to człowiek z krwi i kości, a nie tylko jakiś tam „bohater”. Wraz ze swymi słabościami i wadami ta jego kościstość, ta krwistość jest dla mnie kolejnym dowodem na to, że – jak mawiają – znamy się tyle, na ile nas sprawdzono. I że można próbować się podnieść po każdej tragedii i niejednej porażce; że można zaczynać od nowa, nawet jeśli chwilami wydaje się, że już nie starczy sił.

Agnieszka Prochowicz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *